sobota, 14 lipca 2012

Dialog Piechura z Krzysztofem, z wyprawy zapamiętany i wiernie oddany


Piechur: Chodzę już z wami kilka miesięcy, przyjacielu, i nadal nie mogę pojąć, jaką metodą obieracie ścieżki, którymi przecinacie Wrocław.

Krzysztof Różnicki: Nie ma w tym żadnej tajemnicy.

P: Wyjaw mi to zatem.

KR: Idziemy tam, gdzie poniosą nas nogi.

P: Myślałem, że ty jesteś przewodnikiem.

KR: Nasz klub nie ma przewodników. Każdy idzie sam, chociaż wspólną przemierzamy drogę. A jeśli jest jakiś cel przed nami, to tylko ten, żeby od chodzenia łydki mieć mocniejsze i większe rozeznanie we Wrocławiu.

P: Czy dlatego zachodzimy w zaułki ciemne i odludne? Żeby poznać nieznane? Przyznam, bo nie będzie mi to chyba ujmą, że lękam się łazić w miejsca niebezpieczne.

KR: Lęk jest naszym zajadłym nieprzyjacielem, choć jest jeszcze jeden, większy. Niewiara, że ten czy inny szlak nie tobie jest pisany, choć serce tam ciągnie. Piętrzysz wtedy wymówki, że ciemno, że masz buty nieodpowiednie lub żeś za słaby. Zdradzę ci, bracie, wielką naukę klubu, że droga ta jest właśnie dla ciebie i nią idąc, dojdziesz do dobrego końca swej podróży.

środa, 21 grudnia 2011

Najdłuższa noc w roku - zapowiedź

To ta noc, tonight.
Rano  na Oporowie przywitamy słońca powstanie znad ciemnego horyzontu. Ja i M.
A w noc kolejną, biegnącą już ku następnemu przesileniu pojawimy się jak zawsze na szczycie oddać temu bogu hołd strudzony.

Ten trud dedykujemy Marcinowi M., który obecnie na wygnaniu, emigracji stanowi siłę holenderskiej gospodarki.

poniedziałek, 26 września 2011

Dookoła Kępy Mieszczańskiej

 Jeszcze podczas gorącego lata kpwpw spenetrowało linię brzegową jednej z wrocławskich wysp: Kępy Mieszczańskiej.


Kępę Mieszczańską śmiało można nazwać naszą małą wrocławską zieloną wyspą. Brzeg zaludniają wędkarze. Z rozmów dowiedzieliśmy się ciekawostki: wielu z nich przybyło na ten skrawek dziczy na noc! Rozbiwszy namiot, przy ognisku, zamierzali raczyć się napojami wyskokowymi i podbierać Odrze jej skarby w postaci ryb.


Portowe dźwigi... Niegdyś pewnie pracowały dzień i noc, dziś smętnie sterczą w bezruchu. Żegluga rzeczna na Odrze umarła.






A to dopiero fenomen. Wędrując natrafiliśmy na podziurawiony dom. Jakby przewiercony przez korniki.
Wyglądało to zupełnie jakby został ostrzelany. Jednak czy 60 lat po wojnie wciąż mogły ostać się ślady walki o Festung Breslau?


W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie zagadnęliśmy panów, stołujących się w ogródku, przy rzekomo ostrzelanej kamienicy.
- Panowie, czy to są dziury po kulach?
- Tak - odpowiedział jeden.
- Jak to? Nie remontowali tej kamienicy od wojny?
- Nic tu nie remontowali - odpowiedział, jakby z dumą, że jego kamienica zalicza się do tych, które w niezmienionej postaci przetrwały sowiecką okupację i pierwsze dwudziestolecie III RP.



 Kępa Mieszczańska - mała wrocławska Zielona Wyspa. Miejsce wypoczynku...

piątek, 19 sierpnia 2011

Poczwara z Rędzina

 Jest wiele dróg, które wiodą przez życie. Niektóre z nich prowadzą przez Wrocław. Te oto ścieżki są mieszkaniem dla piechurów z kpwpw...


Jako że śp. Rafał Tumski w powieści "Zdoła" ujawnił wiele tajemnic, do tej pory wiadomych władzom miasta i nielicznym wtajemniczonym spoza "układu", nie widzimy nic zdrożnego w zdradzeniu jeszcze kilku sekretów Wrocławia. Jednym z nich jest poczwara z Rędzina


Nie, nie, nie... Istota na zdjęciu powyżej, to nie poczwara. To jeden z nas. Była piąta rano.


Nie dajcie się zwieść pozornemu spokojowi Rędzina. Tutaj, pod rowami ze szczynami, ma swoje leże glizdowate monstrum. Chodzą słuchy, że długie jest na kilkanaście metrów, choć są i tacy, co mówią, że ma tych metrów ze dwadzieścia albo i pod trzydzieści.


Taki stwór musi pozostawić po sobie ślady. I pozostawił...


Gdzie jest kobieta, która nosiła tego buta?


Gdzie zające, które posadziły te bobki?


Zobaczyliśmy mężczyznę. Dopijał za drzewami drinka po sobotniej nocy. Ruszyliśmy w jego stronę, zniknął nam na chwilę z oczu zasłonięty krzakiem, a potem już go nie było... rozpłynął się w powietrzu. Została butelka i świeża plama na ziemi.


 Oni wszyscy zniknęli w mulistej wodzie rędzińskich kanałów.


Gdyby kaczki umiały mówić...


A na koniec kilka zdjęć nowego mostu i autostrady:





A na zupełny koniec Wrocław, a jakby wieś to była:

środa, 10 sierpnia 2011

burdello

W poniedziałek 08.08.2011 podjęliśmy się dalszej eksploracji brzegu Odry. Poniżej trasa wycieczki.


 Dzielnie penetrując zaułki i zakamarki, natrafiliśmy na przybytek rozkoszy o niewinnej nazwie Angel. Mrygający neonik "otwarte" z daleka przywodził na myśl raczej kiosk, ale czerwone zasłonki w oknach zdradziły prawdziwą funkcję obiektu. Nie pisałbym o tym odkryciu, gdyby nie zastanawiająca lokalizacja Angele. Klub usytuowany jest w sąsiedztwie ZDiUM, zakładów produkcyjnych, ogólnie w industrialnej okolicy, ukryty za Tesco przy ul. Długiej. W miejscu niedostępnym dla przypadkowego erotomana. Toteż musi być to miejsce dla prawdziwych koneserów, którzy wiedzą, czego szukają. Warto zatem tę nazwę zapamiętać (w razie nagłej potrzeby).


Na zdjęciu powyżej kolega Bols częstuje słonecznikiem wyłaniającego się z ciemności aliena: brak odnóży i jajowata głowa sugerują, że to przybysz z Syriusza. Poniżej zdjęcie nadesłane przez kapewupewudzistę na emigracji. Musi za nami bardzo tęsknić.